piątek, 27 września 2013

kochać czy nie kochać plusy i minusy





Zimno, mokro .
No i za co niby  ją pokochać?
Za krople deszczu na nosie, przemoczone buty , skostniałe dłonie?
Za sznury odlatujących  żurawi?
Nie .
Zdecydowanie nie.
Kolory.......za to i owszem mogłabym jej podziękować.
Wyzywająca ,ognista  i nasycona .                   Odymiona , osnuta tajemnicą . Dojrzała i taka poważna.

Jesień.

Już jest.
I w sercu ....
......i na płocie

i

i na rabacie

bajecznie purpurowa.
Projektując ogród warto pamiętać o kwiatach , bylinach , krzewach , które niewątpliwie dzięki swym walorom kolorystycznym właśnie jesienią są najpiękniejsze i rozweselają te wszystkie szarości.
Róże wdzięczne o każdej porze roku , rozchodniki nieśmiertelne , aż do mrozów , wrzosy ukochane przez wszystkich i jakże zaczepne, aż proszą ,żeby do nich podejść i poczochrać tę puszystą czuprynę.
Winobluszcz latem pełni funkcje parawanu -zielonej ściany , oddzielając mnie od ulicznego zgiełku.
Teraz jest bardziej wymowny i dostojny i zauważalny. Przestał być anonimowym mieszkańcem mojego ogrodu.Krzyczy  cały sobą.                                


Owoce dzikiej róży niczym najcenniejsze korale przyciągają swój wzrok.
Latem delikatne różowe kwiaty  uczepione jeden przy drugim zapraszały , by usiąść w cieniu wielkiego krzewu , a teraz przyciągają bezwolnie .


A to Kroksomia  " Lucifrer" - potocznie zwana  mieczykiem  botanicznym.
Niezawodna nawet przy tak deszczowej pogodzie. Mieczyki niestety nie wytrzymały , kwiaty szybko zaczęły czernieć , a ona taka cudna i taka kolorowa.


Trochę słońca , pomarańczy , czy nie chciałoby się tańczyć?





Cynie, astry mieszkają chyba w każdym  wiejskim ogrodzie.
Ukochane przez  nasze babcie , mamy.
Niestety wiele przy nich pracy.
Wiosną wysiać w inspekty , podlewać , pikować.
I tak każdego roku .
No niestety , coś za coś.
Ogród to nie tylko przyjemność , ale i ciężka praca .
Mój kompost już przesiany  i rozsypany na rabatach kwiatowych.A u was jak przygotowania do zimowego snu i przyszłego sezonu  .



Cebule wszelkie  posadzone?


Mnie udało się wykorzystać słoneczne przedpołudnie .
W tym roku po raz pierwszy posadziłam Lilie.
Przy projektowaniu rabaty warto wykorzystać je jako tzw.wypełniacze.Świetnie prezentują się w towarzystwie traw ozdobnych , hebe , a także wśród hortensji ogrodowych.
Chociaż lilie generalnie lubią słońce (mówi się, że to kwiaty , które głowę maja w słońcu , a nogi w cieniu),to niektóre gatunki bujniej kwitną w półcieniu .Warto wówczas wkomponować je pośród  funkii i żurawek.
Miedzy ozdobnymi liśćmi będą prezentowały się korzystnie.

Zatem ,kiedy ta nasza cuuudowna jesień zbytnio nam doskwiera i przygnębia , to warto wykorzystać miło ten czas. Jeżeli już nie zawsze w ogrodzie , to choć myśląc o nim , planując , co możemy zrobić , jak i kiedy , by
przyszły rok w naszym ogrodzie był piękniejszy , przyjemniejszy.

A tęskniąc za nim pozwalamy sobie popuścić wodze wyobraźni i pomarzyć o romantycznej ławeczce, której ciągle nie mamy , o herbacianym zakątku , gdzie odpoczywamy , o niewielkim  placyku  wysypanym żwirem  lub wyłożonym płytkami , gdzie stoi maleńki stolik , a na nim talerz  grillowanych  pyszności.
I tak bez końca....
Zatem ...do roboty.
Słota szybko minie.
                                                                                                       
                                                                                                                         pozdrawiam  ciepło  Kate.


piątek, 20 września 2013

ogród warzywny-nowe wyzwanie

 
Spacerując po wirtualnym świecie blogerów całkiem niedawno odkryłam cudowny świat Kasi Bellingham.
To prawdziwa bajka być u niej , czytać i oglądać wszystko , co tworzy . Tyle tam miłości ,kolorów i smaków.
Jestem zauroczona .
     Kasia z wielkim zaangażowaniem propaguje ogrody warzywne i użytkowe , zarażając wszystkich swoją pasją.
Aż chciałoby się mieć choć hektar ziemi i czynić takie cuda.
     Puki co mój zagonek warzywny ma jakieś 50 m kwadratowych.
I nie bardzo jest się czym popisać.
Zazwyczaj wiosną wysiewam najbardziej pospolite warzywa .Buraki , marchew , pietruszkę , fasolę , koper  itp.
Lubię mieć wszystkiego po trosze , dla  zdrowia i własnej wygody.
Nigdy dotąd  nie odbierałam ogrodu warzywnego od strony artystycznej.  Warto się temu przyjrzeć.
                  Z zachłanności wykorzystuje każdy wolny kawałek ziemi na posadzenie choć paru główek kapusty , brokuły , kalafiora , chociaż 2 krzaków pomidorków koktajlowych.

Pomidorki  koktajlowe


 To samosiejki.
Ku mojemu zdziwieniu wzeszły z zeszłorocznych nasion , które przezimowały w gruncie z opadłych pomidorków i o dziwo są zdrowsze aniżeli odmiany kupione u ogrodnika.
Uprawa warzyw nie jest moja mocną stroną , i wiele rzeczy mnie zaskakuje, ale myślę , że dzięki Kasi się to zmieni.
W przeciągu długiej zimy zamierzam przestudiować jej zapiski i uczyć się nowej formy projektowania ogrodu - ogrodu warzywnego.
Kolejne wyzwanie.
Wracając do mojego mikro warzywniaka....trochę się pogubiłam...Bo mam tam totalny nieład.
 Tu por,a tam seler.....
A i parę krzaków truskawek się  też znajdzie , bo niby jak odbierać dzieciom przyjemność szabrowania owoców prosto z krzaka. Dosłownie misz -masz  .Pomieszanie z poplątaniem.
     Najprzyjemniej jest zawsze , gdy nastaje ten moment pierwszego smakowania nawet zwykłej , słodkiej marchewki , pierwszego pomidorka, soczystego  groszku.
Chłodnik z buraczanych młodych  liści , ze świeżą rzodkieweczką ,ogóreczkiem , koperkiem  i cebulką , to prawdziwe rarytasy na upalne dni.
  W tym roku po raz pierwszy pokusiłam się na eksperymenty.
Po trosze z ciekawości , a i za namową najmłodszego domownika.
Maciej uwielbia szpinak i miał ogromne marzenie uprawiać go w ogródku , a ja miłośniczka sałat , po udanych (pierwszy raz )zbiorach sałaty rzymskiej , pokusiłam się na wysianie sałaty dębolistnej  i roszponki.
Kiedy tylko zebraliśmy fasolę szparagową i zwolnił się kawałek ziemi , wysieliśmy szpinak i sałaty .I udało się.
 Dzięki temu możemy teraz cieszyć się ich smakiem.
Od wysiewu minęło jakieś 2,5 miesiąca i myślę , że wytrwają  z nami do przymrozków.



 Wysiew rzodkiewki też warto powtórzyć . Moja jest teraz dorodniejsza , aniżeli ta wiosenna . A i koperek z tegorocznych samosiejek  zaczyna znowu  wschodzić.
Taaaaka szkoda , że jesień  się zbliża.
Będzie mi brakowało moich ogrodniczych eksperymentów.
A najbardziej i tak będzie mi brakowało moich ukochanych kwiatów , i jak zwykle przez cały okres ogródkowego nic nie robienia , będę  planowała kolejne zmiany w ogródku.
A wiem już , co pora zmienić.
Maćkowa  piaskownica poszła w zapomnienie . Zaprojektuje tam stałe miejsce na grilla.Pora zakończyć z bieganiem z nim z kąta w kąt.
Zatem zobaczymy co przyniesie przyszły sezon....
......losie...,chyba z powodu tych deszczy dopada mnie jakaś nostalgia....
mam nadzieje, że piękna polska złota jasień jeszcze przed nami .
A babie lato....też będzie, i piękne słonce też będzie i owoce dzikiej róży będziemy zbierać razem.
Czekam......na mojej ławeczce...
          pozdrawiam Kate.

poniedziałek, 16 września 2013

codzienność

Klimat mojej Ogrodowej ulicy tworzą nie tylko kwiaty , ale i ludzie , specyficzni ludzie .
Trochę czasu minęło , zanim nauczyłam się życia tutaj , pogodziłam z mało idealnym światem , a przede wszystkim zaakceptowałam   , nauczyłam  się go i pogodziłam się z nim.
To wielopokoleniowe podwórko, które ma swój klimat i historię.
Historie rodzin i  wspomnienia ciągle żyją  na zdjęciach , a także przytaczane opowieściami moich sąsiadek, które  mieszkają tu od powojennych czasów .Czasami nie jest tu wesoło, ale bez tych wszystkich ludzi nie byłoby takiego klimatu , wielkiego wspólnego domu , który polubiłam.
Każdą historię tworzą ludzie , każdy inny ,wyjątkowy.
A" barwnych ptaków " tej ulicy mamy wielu .Podwórkowi wymiatacze.
Niestety ostatnio przyszło nam pożegnać jednego z nich.
A , że śmierć kilkanaście dni temu dotknęła także  moją rodzinę , zadając nam wszystkim cios i ból , zabierając bliską osobę , którą wszyscy kochaliśmy , to niestety rozważanie nad swoim życiem spędza mi ostatnio sen z powiek.
Kim być , jak żyć , żeby zostawić po sobie ciepłe wspomnienia?
Nasz podwórkowy  sąsiad -Mieciula -jak go wszyscy zwali , żył po swojemu . Sam ze sobą , w czterech ścianach , bez prądu , bez ciepłej wody , ubezpieczenia , kredytów itp. I chyba szczęśliwy . Zazwyczaj uśmiechnięty , monotonnie i rytualnie powtarzając każdego ranka swe ulubione czynności .Bo choć bez pralki żył , to nigdy nie czuć było od niego  ni biedy , ni lenistwa . Czyściutki , ogolony , zawsze pieczołowicie prał swoje zdobyte ubrania na ławeczce pod domem , wykorzystując do tego wodę , szczotkę i mydło.A ile było przy tym radości i podśpiewek.
Ileż to razy musiałam zamykać okno o 4 rano ,  kiedy  to skacowany wstawał o wschodzie słońca i rozmawiał ze swoim czarnym kotem.Bo ten czarny parchaty kot i kartonik to byli jego prawdziwi przyjaciele.Wierni i niezawodni .
Mimo tego całego anturażu , którego z resztą  się nie wstydził  , był z niego dobry człowiek.
Życzliwy i uczynny dla wszystkich , a zwłaszcza dla ludzi starszych .Zawsze honorowy , uczciwy i szczery.
Lubiliśmy go wszyscy . Niejednokrotnie w cieple wieczory , przez dzieląca nas siatkę , prowadziliśmy długie i zabawne dyskusje . Dla sąsiadki piweczko , dla siebie pudełeczko .
Ja grzebałam się w swoich kwiatkach przed tarasem , a on  z umiłowaniem  podlewał ogórki , ziemniaki, rzodkiewkę.Odsiewał po raz kolejny sałatę , która po raz  kolejny zdeptała nasza ukochana Pni Helenka. Każdy nawet najmniej wtajemniczony bywalec naszego podwórka zna klimat układów ogródkowych z Panią Helenką .Zadzierać nie warto, lepiej przemilczeć . I tak tez robił.....oj wielokrotnie..milczał ,a joby sadził pod nosem.
Uwielbiał mieć słuchaczy .Kiedy wzięło go na wspomnienia godzinami , do utraty sił mógł opowiadać o szaleństwach swego życia ,o kobietach , które wielbił.
  Miesiąc temu za płotem zapadła cisza i Mietek zapadł się pod ziemię .Zaginał po jednej z gminnych biesiad i niestety znaleziono go martwego.
Szkoda , nikt nie wie jak to się stało , czy prawdy się dowiemy?
Mam tylko nadzieję , że nikt nie zrobił mu świadomie krzywdy , nie zasłużył na to.
Wczoraj pojawiła się rodzina  ,  w przeciągu paru godzin całe życie Mietka spakowali w foliowe worki i wyrzucili na śmietnk.
Zamknęli za sobą drzwi i odjechali . Został tylko czarny kot.
I jeszcze coś pozostało -wspomnienie- ciepłe wspomnienie o  szczęśliwym  człowieku , który mimo swych wyborów życiowych i trudnego  życia  zapisze się na zawsze w historii naszej ulicy.
   A to parę kwiatów ogrodowych zakątków z naszej ulicy .Zawsze było tu pięknie i zielono. Z czasów dzieciństwa pamiętam dopadający z pola zapach rzepaku. A  marchewka rosnąca niegdyś w babcinym ogrodzie była najsłodsza na świecie. Kwiaty  wypielęgnowane są  doświadczoną i spracowaną dłonią Pani Moniki . Mimo swoich lat każdego ranka , kiedy wszyscy jeszcze śpią ona rozprawia ze swoimi kwiatami.
Komosa należy do naszej Pani Helenki , ta kobieta to ma krzepę.
Myślę , że jeżeli i ja dożyję  tak pięknego wieku (90 lat) , a moja miłość do grzebania we wszystkim ,co zielone nie przeminie , to kolejne pokolenie rosnące na naszej ulicy i mnie  także okrzyknie ogrodowym kretem.

 Podsumowując......jak żyć?
Myślę, że w miarę po swojemu , dla ludzi i wśród ludzi.
Czasami robiąc małe uczynki na długo można zapisać się w pamięci innych .  A to za ciepłą marmoladę , a to za bukiet pachnącego kopru , a to za kilka krzepiących słów w chwili słabości lub za zwykły uśmiech.
Nikt z nas nie zabierze ze sobą na tamten świat ani majątków , ani złota , a często walcząc po trupach o ten dobrobyt zapominamy o tych , którzy żyją z boku . Zapominamy o ludziach.
A wówczas i o nas nikt nie wspomni.
I na co to wszystko było?


środa, 28 sierpnia 2013

Ogrodowy pokój



to jednak prawdziwy azyl-ten mój mały ogród.Gdzie tu uciec....no gdzie?
Kto mnie przygarnie?
Kocham bardzo swoich chłopców,ale już  z utęsknieniem czekam , kiedy zadzwoni pierwszy dzwonek.
Dosłownie musiałam uciec do ogrodu, by napisać parę słów .Projekt obiecanej rabaty leży od kilkunastu dni skończony(pracowałam , kiedy dziatwa zamykała już oczy ze zmęczenia) , ale żeby napisać kilka słów ,usłyszeć własne myśli , znaleźć samą siebie uwolnić się od ciągłego .....maaamo,a on.......mamo....,przyszłam sobie z kubkiem herbaty na swoją ławeczkę, telefon został w domu. Jestem .Słysze tylko to ,co chcę usłyszeć.Świerszcze, szum miskanta tańczącego na wietrze .Porósł w tym roku wyjątkowo, jest naprawdę olbrzymi.Tak mi tu gra , a brzoza mu wtóruje. Efekty dźwiękowe , też mają  dla mnie znaczenie. Nawet tego nie wiedziałam.Tego mi było trzeba. Spo - ko- ju.
       Zwinnik biega między nagrzanymi kamieniami ( mała jaszczurka) , też się cieszy słonecznym dniem .Dobrze,  że nie ma ze mną Burzy. Skończyłaby marnie - jaszczurka oczywiście.
.....mmm błogo....zapomniałam się , miałam pisać o projekcie , który zrobiłam.



Właściwie to zupełnie niechcący , kiedy przenosiłam obraz swojej rabaty na papier , powstał projekt ogrodowego pokoju .Dzięki zastosowanej roślinności , pergoli samoistnie  powstała mała klimatyczna przestrzeń .W podobny sposób  budując w ogrodzie zielone ściany , murki , stawiając  trejaże, pergole, można podzielić każdą ogrodową przestrzeń  na pokoje, klimatyczne zakątki.
 Pokoje mogą ze sobą współgrać jak również mieć różne style.Wszystko wedle upodobań właściciela .Tu pergola i powojniki , zielona ściana , styl sielski i wiejski , a po drugiej stronie np.ogród w stylu orientalnym -japońskim np.różaneczniki , azalie , strzyżone zimozielone , otoczaki , kamienne źródełka , cudaczne altanki itd.
Można poszaleć. Wszystko zależy od grubości  portfela i upodobań.
 Mój ogród jest zwyczajny , kocha się cały ze sobą , nikt i nic się nie kłóci. Jest taki swojski , ciepły i naturalistyczny .
Na tak małych przestrzeniach nie należy przesadzać z doborem , różnorodnością gatunków roślin.Warto skupić się na kilku  , powtarzając ich nasadzenia .Inaczej powstanie  chaos. Ja u siebie zastosowałam pęcherznice, wejgele , forsycje w odmianach i pojedyncze egzemplarze brzozy ,wierzby ,żylistka i miskanta chińskiego .Ukochany przeze mnie wiąz camperdowini , też znalazł miejsce w projekcie .Niestety nie mam go jeszcze w swoim ogrodzie .Byliny , które dominują  na rabacie to funkie, żurawki  w odmianach , tawuły Andersa ,miniaturowe trawy ozdobne  i wszystkie, które szczegółowo opisałam w ostatnim poście ....drewnianą ścieżką idąc.
Polecam także latrie kłosowe - cudnie wabią motyle.To dość wysokie byliny tworzące strzeliste kwiatostany  we fioletowym bądź białym kolorze.Warto je posadzić w sąsiedztwie powojników , które lubią mieć zacieniony i osłonięty system korzeniowy.
Wszystko w ogrodzie ma swoje miejsce i przeznaczenie.Trzeba tylko wiedzieć , gdzie co można posadzić, by nie wzbudzić poczucia sztuczności.
  Dla mnie to ważna cecha ogrodu ,ogród  to cząstka mnie. Przytula i kocha.

                                                                                                         pozdrawiam  Kate.


                                                    ...................i jeszcze kilka zdjęć roślin,które użyłam w projekcie.

                                                        





























- może będzie bardziej obrazowo.
                                                         pa






wtorek, 13 sierpnia 2013

drewnianą ścieżką idąc

             W ciągu tych pięciu lat istnienia mojego ogródka  ,  udało mi się nareszcie zebrać ulubione gatunki roślin . Jest ich w moim sercu znacznie więcej (kiedyś o nich opowiem) , ale niestety brakuje miejsca na większe egzemplarze  ,  a i warunki glebowe niekoniecznie są odpowiednie.
Tak więc, kiedy już  zaspokoiłam po trosze swoje pragnienia kolekcjonerskie , postanowiłam zrobić w ogródku małą rewolucję.
Podzieliłam powierzchnię na kilka części : warzywną , gospodarczą ,użytkową i wypoczynkową.
Ta ostatnia mam nadzieje z roku na rok nabierze uroku.
Powstała w miejscu , gdzie niegdyś rosły porzeczki , śliwy , agrest ,jabłonie , stare, starusieńkie.Odpadały z roku na rok niszczone chorobami .Trzy lata temu postanowiliśmy je wyciąć.
     W ich miejscu posadziłam samodzielnie wyhodowane pęcherznice, żylistek , krzewuszki , potem na Dzień Matki chłopcy kupili  brzozę Youngi ,dosadziłam też wierzbę Iwę i Miskanta Chińskiego.I oczywiście masę innych różności .Krzewy cudownie porosły osłaniając zakątek od  hałaśliwej , nieopodal biegnącej ulicy. Zrobiło się uroczo.  
        Tu powstał mój wypoczynkowy zakątek , miejsce, gdzie z przyjemnością zaszywam się z filiżanką kawy , dobrą książką lub po prostu z okularami  przeciwsłonecznymi na nosie. I odpoczywam.
A ,  że naturę mam taką , iż długo bez pracy nie umiem wytrzymać postanowiłam zagospodarować niższe partie pobliskiej rabaty (pozbywając się przy okazji sporej nawierzchni trawy,która już raczej nie pełniła walorów estetycznych).
I tak w tym roku własnoręcznie zrobiłam alejkę z drewnianych kręgów.
Moja akurat większe przeznaczenie niż do chodzenia ma do tego, by wyeksponować "maluchy", które pomału zaczęły ginąć w ogrodzie.Jest również swoistym obrzeżem rabaty , zamyka jej przestrzeń i oddziela ja od trawnika.
Budując ścieżkę oczywiście zaczęłam od zaznaczenia jej formy - kształtu i zerwania w tym miejscu darni. To było najbardziej pracochłonne zadanie.  Formując kręgi wycinałam  w  ziemi szpadlem darń, wybierałam podłoże  na głębokość  około 30 cm .Na dno wsypywałam odpowiednią   ilość grubego piachu , potem warstwę żwiru wymieszanego z piaskiem. Na to układałam drewniany klocek o grubości 10-12 cm.  i starannie osypywałam go żwirem .Zrobienie takiego drenażowego podłoża pod drewniane klocki jest konieczne , aby przedłużyć ich żywotność.Nie  stosowałam żadnych impregnatów , olei do drewna. Nie mam sumienia karmić roślin mieszanką toksyn.
Ścieżka jest super ekologiczna na miarę 21 wieku.
Pracowałam sama dwa dni po kilka godzin.Było ciężko ,ale  efekt pracy przekroczył nawet  moje wyobrażenie.

Szybko zapomniałam o swoim zmęczeniu.
Nie mogłam się doczekać , kiedy nastanie mój ulubiony moment  i zacznę przeprowadzać moje "maluchy".

W poście  "to naturalne"  - wspomniałam już o macierzance piaskowej , a  dzisiaj pokażę Wam jakie gatunki można sadzić na tak piaszczysto- żwirowym podłożu .


     To rojniki -wystarczy mieć jedną rozetę kwiatowa , aby po jakimś czasie rozmnożyły się i utworzyły zwartą bryłę. Moje dotychczas rosły na tzw.skalniaku. Nie mają specjalnych wymagań ,świetnie prezentują w naturalistycznych nasadzeniach z pokrewnymi sobie gatunkami i innymi niskopiennymi kwitnącymi bylinami np.goździkami ,macierzanką  , tułaczem pstrym , karłowatymi irysami.
 
Zawciąg nadmorski - tworzy poduszkowate kępy , liście ma delikatne i trawiaste. Kwiatostan tworzy na końcach wysmukłych szypułek  -moja odmiana w kolorze różowym.



Dąbrówka rozłogowa - lubi stanowiska trochę w półcieniu. Świetnie zadarnia podłoże- tworzy kobierce, ma piękne błyszczące karbowane  liście.W zależności od odmiany  i nasłonecznienia  pięknie się wybarwia  .Kwiaty ma niebieskie lub fioletowe.

Goździk kropkowany-powtarza kwitnienie .Po pierwszym należy usunąć suche łodyżki kwiatowe.
To jedna z wielu odmian nisko płożących-tworzy darnie o wysokości 10-20 cm.Ma drobne różowo-bordowe kwiatki .Lubi stanowiska suche i słoneczne,także żwirowo piaszczyste podłoże jest idealne.Rozmnaża się z nasion.W pobliżu kępy macierzystej każdej wiosny wschodzą młode sadzonki.Ostrożnie z pieleniem-często bywają niedostrzegane.


Rozchodnik mieszańcowy -kwiatki drobne różowo-zółte wniesione na 10 cm łodyżkach.




Rozchodnik ościsty .


Rozchodnik ostry- w czasie kwitnienia tworzy cudowną pierzynkę drobnych kwiatków w kształcie gwiazd.Przyciąga pszczoły -słodko pachnie.




Rozchodnik Siebolda - ten malutki ukryty pod liśćmi Aureoli.
Kotka wariatka uwielbia się bawić jego długimi pędami, niewiele z niego zostało.






Skalnica Andersa-po kwitnieniu nie jest już tak okazała ,ale warto ja u siebie mieć.Kwitnąc osypana  jest pojedynczymi drobnymi różowymi kwiatkami ,pręciki ma żółte lub czerwone.Tworzy miękkie poduchy i szybko się rozrasta.

Drobna niepozorna . Tojeść rozesłana. Jest niepozorną dość ekspansywnie rosnącą byliną , o płożącym pokroju- pędy dorastają nawet do długości 60 cm.Stosowana jest do zadarniania podłoża i coraz częściej w kompozycjach balkonowych z kwiatami jednorocznymi.
      .....i nawet dzięki tak pospolitym gatunkom roślin   i przemyślanej aranżacji   w każdym ogrodzie może zrobić się przytulnie i kolorowo.
       To miejsce przyciąga nie tylko mnie i pszczoły.....nasza znajda Burza też je pokochała-moja wierna towarzyszka
....też bym tak chciała...
                         Dla zainteresowanych-pomyślałam sobie ,że zrobię projekt rabaty  z planem nasadzeń wzdłuż ścieżki .Może kogoś pokusi chęć stworzenia podobnej rabaty w swoim ogrodzie.
Także cierpliwości.
                                                                                       pozdrawiam serdecznie (w szczególności Dorjana)
                                                                                                                                                                Kate.

INFORMACJA

Statystyka

Obserwatorzy