piątek, 20 września 2013

ogród warzywny-nowe wyzwanie

 
Spacerując po wirtualnym świecie blogerów całkiem niedawno odkryłam cudowny świat Kasi Bellingham.
To prawdziwa bajka być u niej , czytać i oglądać wszystko , co tworzy . Tyle tam miłości ,kolorów i smaków.
Jestem zauroczona .
     Kasia z wielkim zaangażowaniem propaguje ogrody warzywne i użytkowe , zarażając wszystkich swoją pasją.
Aż chciałoby się mieć choć hektar ziemi i czynić takie cuda.
     Puki co mój zagonek warzywny ma jakieś 50 m kwadratowych.
I nie bardzo jest się czym popisać.
Zazwyczaj wiosną wysiewam najbardziej pospolite warzywa .Buraki , marchew , pietruszkę , fasolę , koper  itp.
Lubię mieć wszystkiego po trosze , dla  zdrowia i własnej wygody.
Nigdy dotąd  nie odbierałam ogrodu warzywnego od strony artystycznej.  Warto się temu przyjrzeć.
                  Z zachłanności wykorzystuje każdy wolny kawałek ziemi na posadzenie choć paru główek kapusty , brokuły , kalafiora , chociaż 2 krzaków pomidorków koktajlowych.

Pomidorki  koktajlowe


 To samosiejki.
Ku mojemu zdziwieniu wzeszły z zeszłorocznych nasion , które przezimowały w gruncie z opadłych pomidorków i o dziwo są zdrowsze aniżeli odmiany kupione u ogrodnika.
Uprawa warzyw nie jest moja mocną stroną , i wiele rzeczy mnie zaskakuje, ale myślę , że dzięki Kasi się to zmieni.
W przeciągu długiej zimy zamierzam przestudiować jej zapiski i uczyć się nowej formy projektowania ogrodu - ogrodu warzywnego.
Kolejne wyzwanie.
Wracając do mojego mikro warzywniaka....trochę się pogubiłam...Bo mam tam totalny nieład.
 Tu por,a tam seler.....
A i parę krzaków truskawek się  też znajdzie , bo niby jak odbierać dzieciom przyjemność szabrowania owoców prosto z krzaka. Dosłownie misz -masz  .Pomieszanie z poplątaniem.
     Najprzyjemniej jest zawsze , gdy nastaje ten moment pierwszego smakowania nawet zwykłej , słodkiej marchewki , pierwszego pomidorka, soczystego  groszku.
Chłodnik z buraczanych młodych  liści , ze świeżą rzodkieweczką ,ogóreczkiem , koperkiem  i cebulką , to prawdziwe rarytasy na upalne dni.
  W tym roku po raz pierwszy pokusiłam się na eksperymenty.
Po trosze z ciekawości , a i za namową najmłodszego domownika.
Maciej uwielbia szpinak i miał ogromne marzenie uprawiać go w ogródku , a ja miłośniczka sałat , po udanych (pierwszy raz )zbiorach sałaty rzymskiej , pokusiłam się na wysianie sałaty dębolistnej  i roszponki.
Kiedy tylko zebraliśmy fasolę szparagową i zwolnił się kawałek ziemi , wysieliśmy szpinak i sałaty .I udało się.
 Dzięki temu możemy teraz cieszyć się ich smakiem.
Od wysiewu minęło jakieś 2,5 miesiąca i myślę , że wytrwają  z nami do przymrozków.



 Wysiew rzodkiewki też warto powtórzyć . Moja jest teraz dorodniejsza , aniżeli ta wiosenna . A i koperek z tegorocznych samosiejek  zaczyna znowu  wschodzić.
Taaaaka szkoda , że jesień  się zbliża.
Będzie mi brakowało moich ogrodniczych eksperymentów.
A najbardziej i tak będzie mi brakowało moich ukochanych kwiatów , i jak zwykle przez cały okres ogródkowego nic nie robienia , będę  planowała kolejne zmiany w ogródku.
A wiem już , co pora zmienić.
Maćkowa  piaskownica poszła w zapomnienie . Zaprojektuje tam stałe miejsce na grilla.Pora zakończyć z bieganiem z nim z kąta w kąt.
Zatem zobaczymy co przyniesie przyszły sezon....
......losie...,chyba z powodu tych deszczy dopada mnie jakaś nostalgia....
mam nadzieje, że piękna polska złota jasień jeszcze przed nami .
A babie lato....też będzie, i piękne słonce też będzie i owoce dzikiej róży będziemy zbierać razem.
Czekam......na mojej ławeczce...
          pozdrawiam Kate.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INFORMACJA

Statystyka

Obserwatorzy